Przejdź do treści

Recenzje

Sławku kochany, oto kilka refleksji na temat Twoich dokonań twórczych, które fascynują mnie nieprzerwanie od wielu lat.

Jestem pełen uznania dla wirtuozerii manualnej, kunsztu opracowania matrycy, umiejętności przedstawienia własnej wizji świata pokazanej w sposób oszczędny i lapidarny, bardzo starannie przemyślanej koncepcji i dobranych odpowiednich środków wyrazu. Świetnie wyważone niuanse szarości, bieli i czerni składają się na interesującą całość. Zachwyca bogata wyobraźnia i wrażliwość, forma potraktowana pierwszoplanowo, treść jest jedynie pretekstem do jej budowania – ważne jest jak, a nie co.

I czegóż chcieć więcej /uwierz, absolwenci „Toruńskiej Szkoły Grafiki” potrafią wszystkie te cechy docenić, dlatego też osób mówiących z taką estymą o Tobie i Twojej twórczość jest w Toruniu więcej/. Sposób w jaki prezentujesz rzeczywistość budzi moje uznanie i sprawia, że oglądam Twoje prace z największą przyjemnością. Wiadomo, że grafika, zwłaszcza ta tradycyjna, warsztatowa, przebiega zawsze dwuetapowo, najpierw trzeba opracować matrycę, a efekt finalny oglądamy po wykonaniu ryciny – odbitki. Dostrzegam, że zmagania warsztatowe dostarczają Ci wiele radości i satysfakcji (chociaż, jak twierdzisz od grafiki bolą Cię nogi), ale masz świadomość, że podejmowanie technicznych eksperymentów i świetny warsztat to za mało, aby powstała wartościowa grafika. By efekt naszej pracy mógł zyskać miano sztuki, konieczne jest przekroczenie – choć trochę – ludzkiej ograniczoności, a Tobie Sławku znakomicie się to udaje, stąd liczne nagrody i udziały w prestiżowych wystawach. Ale jak przystaje człowiekowi renesansu nie wystarcza Ci jedna dziedzina. Z powodzeniem zajmujesz się pisaniem – dobrze napisany „Autoportret”, ciekawy tomik poezji, a i sztuka epistolarna nie jest Ci obca. Jak trzeba, to coś namalujesz, zaprojektujesz a nawet zagrasz. Ogromnie żałuję, że postanowiłeś zarzucić wycinanie kolejnych linorytów (ech te bolące nogi), ale pocieszam się tym, że zajmiesz się rysunkiem, pracą lżejszą fizycznie i dającą bezpośredni efekt końcowy, a przecież dobry rysunek to podstawa.

Patrząc na Twoje grafiki wiszące w moim pokoju w sąsiedztwie innych wspaniałych grafików, bardzo miło wspominam nieliczne niestety kontakty bezpośrednie w gronie kolegów i ciekawe pogaduchy. Miałem to szczęście, że mogłem codziennie przez wiele lat obserwować ogromny potencjał twórczy młodego pokolenia – myślę, że teraz jest ich czas, a my, no cóż…

Jan Baczyński 2017

Sławomir Grabowy, artysta od lat wierny technice linorytu, mimo że skończył studia malarskie. Jego wspaniałe czarno-białe grafiki nie da się z innymi pomylić i zajmują znaczącą pozycję w historii grafiki polskiej. Wybrał technikę, która od artysty wymaga niezwykłej cierpliwości i mistrzowskiego operowania narzędziem wycinającym kreski czy punkty w matrycy. Przy wycinaniu matrycy potrzebna jest odwaga w podejmowaniu decyzji i dlatego tak ważne jest opanowanie techniki. Wycięta kreska jest widoczna i ostateczna, nie można jej zamalować czy usunąć gumką. To mistrzowskie opanowanie techniki widzimy w grafikach Sławka i jest ono związane z fascynacją techniką linorytu. Artysta mówił: na pewno mogę powiedzieć, że lubię tę robotę.

Moje spotkanie ze Sławomirem Grabowym i jego grafikami było wiele lat temu na otwarciu wystawy w Małej Galerii Grafiki w Lublinie, którą prowadził prof. Maksymilian Snoch. To spotkanie zapoczątkowało naszą przyjaźń, którą łączy praca w matrycy linoleum i wspólna postawa artystyczna. Sławek jest skromnym i szczerym człowiekiem i taka jest jego sztuka. Odnalazł swój własny język plastyczny, co świadczy o jego silnej osobowości artystycznej. Wrażliwy na otaczającą nas codzienność, posiadający umiejętność odnalezienia i przetworzenia na swój język plastyczny ważnych dla niego sytuacji i doświadczeń. Zapisuje je za pomocą dłuta w linoleum lub noża w papierze. Wszystkie elementy kompozycji graficznej nabierają tajemniczości i magicznej siły oraz zaczynają żyć własnym życiem. To zapisy faktów i ulotnych doświadczeń. Jego ślady na matrycy czy papierze stają się znakami – abstrakcyjnym językiem opisu tego co nieuchwytne. Ograniczył swoją wypowiedź artystyczną do czerni i bieli uzyskując bogate zróżnicowanie waloru poprzez umiejętność zagospodarowania tych barw. To ograniczenie do czerni i bieli jak mówił Stanisław Fijałkowski ,,umożliwia wejście w głąb znaczeń”. Jego sztuka jest bardzo osobista a tytułowanie kolejnych grafik numerami skłania mnie do porównania z zapisywaniem kolejnych kartek pamiętnika.

Jego grafiki stają się śladami egzystencji artysty. Mamy tu do czynienia ze sztuką, która czerpie z własnych doświadczeń artysty. Twórczość Sławka Grabowego nigdy mnie nie nudziła a każda nowa praca zaskakiwała nowymi rozwiązaniami i siłą oddziaływania. Sławku, czekam na kolejne czarno – białe grafiki i rysunki.

Krzysztof Szymanowicz 2017

Jest niewielu artystów tak świetnie poruszających się w świecie abstrakcji, zwłaszcza kreowanej w obszarze graficznym. Linie, ich multiplikacja, dopełnione formami zarówno geometryzującymi jak i zaczerpniętych z realności, konfrontowanie linearnej przestrzeni z elementami graficznymi wynikające zapewne ze świadomości jak i podświadomości artysty – to podstawowy obszar zmagań Sławomira Grabowego. Poprzez operowanie pozornie prostymi środkami artysta tworzy jednolicie spójne kompozycje które odczytujemy jako artystyczną prawdę oczywistą.

Nie wiem dlaczego gdy w moim muzeum wyobraźni przywołuję dzieła rysunkowe Sławomira Grabowego, zawsze, wręcz nachalnie towarzyszy mi słowo czasoprzestrzeń. Dlaczego zawsze? Skąd się to bierze? Być może wynika to z faktu, że mój kontakt ze sztuką Sławomira jest „zbiorem zdarzeń elementarnych”, na przestrzeni kilkudziesięciu lat na wielu wystawach miałem przyjemność oglądać pojedyncze prace lub małe zestawy składające się z kilku dzieł. Być może to wynik analizy dzieł, które w pewnym sensie poprzez pewien rodzaj geometryzacji stanowią pewien rodzaj ”struktury metrycznej przestrzeni”. Białe arkusze kartonu mozolnie zabudowane liniami kresek tworzą „trzy wymiary przestrzeni fizycznej” które powstawały w przestrzeni czasu pracy i twórczych poszukiwań. Linie, punkty i plamy zapisu sprawiają wrażenie eksplozji ruchu i jawią mi się jako „elementarne zderzenie czasoprzestrzeni”. Tak, może trochę dziwnie, ale to u mnie funkcjonuje.

Obok prac prace Sławomira Grabowego nigdy nie można przejść obojętnie. Artysta komponuje swoje graficzne zapisy poprzez pozorną przeciwstawność pionowych i poziomych, nawzajem zakłócających się linii. Tajemnica tkwi przede wszystkim w ich układzie i fakturze uzyskanej poprzez użycie również ostrych narzędzi, budujących architekturę konstrukcji rysunku przeistaczającego się w formę reliefu. W wielu realizacjach, w wyniku mistrzowsko wykonanego gęstego szrafowania, odbieramy szarości niczym barwne laserunki w dziełach starych mistrzów, przez to dzieła mimo swej niezaprzeczalnej współczesnej formy stają się pewną kontynuacją najszlachetniejszych tradycji sztuki. Abstrakcyjne prace artysty jawią się zapewne wielu odbiorcom jako zapis pejzażu, zaułki miast i tajemnicze budowle, każdy z widzów subiektywnie i indywidualnie odczytuje dzieło artysty. I tu tkwi zapewne główna siła jego dzieł. Sławomir Grabowy wpisał się na stałe w historii nie tylko polskiej sztuki. Udokumentowaniem tego są liczne prezentacje jego prac na wielu wystawach oraz uhonorowanie jego twórczości wieloma nagrodami i wyróżnieniami w kraju i za granicą. 

Paweł Warchoł 2017

Prace Sławomira Grabowego znałem na długo zanim się poznaliśmy. Jest tak, że otrzymawszy katalog Bóg wie skąd przewracamy kartkę za kartką i nic się nie dzieje, nagle ni stąd ni zowąd dostajemy cegłą w głowę i zadajemy sobie pytanie: „o jej, to tak też można?”

Nie znam nikogo kto by w tak genialnie prosty sposób osiąga tak niesłychane bogactwo tonalne w owej prymitywnej wydawałoby się technice jaką jest linoryt czarno-biały. W Polsce popularnym nurtem wśród grafików jest tzw. linoryt punktowy, tzn. kropeczki, kropeczki, jeszcze kropeczki, większe, mniejsze, rzadziej, gęściej ale żadne z tych dzieł nie zbliża się do subtelności pracek Sławomira.

Później, nie pamiętam już kiedy przyszedł dzień gdy dane mi było w Olsztynie na Quadriennale poznać Sławka osobiście i był to dla mnie dzień magiczny bo okazało się, że Sławomir jako człowiek i artysta jest dokładnie taki jak jego prace, to znaczy prosty, szlachetny, dobry i czarno-biały (zbyt często zdarza się, że poznając autora znanego wcześniej tylko z prac doznajemy rozczarowania, bo jedno jest nieadekwatne z drugim). Ta czerń i biel Sławomira jest tym co pokochałem szczerze, bo nie ma już chyba takich ludzi na świecie i jest to moja jedyna przyjaźń artystyczna ( przepraszam za patos i może zbyt wielkie słowa), która przetrwała próbę czasu i zawsze mam wielką przyjemność z obcowania z tym wielkim i skromnym człowiekiem, i przy całej mądrości swojej nigdy to nie jest ktoś kto dawałby rady: bo już on wie lepiej (gorze profesorom!) i obaj poznaliśmy zbyt dobrze co znaczy w tym kraju być artystą niezależnym, i nie zapomnę jego: „Wiesiu, trzymaj fason!”

Wiesław Haładaj 2017

Pewnego grudniowego dnia listonosz wręczył mi białą kopertę, w której znalazłem niewielkich rozmiarów druczek i okolicznościową kartkę z informacją następującej treści: Wesołych Świąt i Dobrego Roku 2005 życzy Sławek Grabowy. Przesyłam tę graficzkę i, jak Boga kocham, byłoby mi miło mieć coś Pańskiego. Pozdrawiam. Niemalże natychmiast, z radością, wydobyłem coś z własnych zasobów, włożyłem do koperty i pobiegłem na pocztę. Można powiedzieć, że był to początek naszej znajomości, przyjaźni, która – łatwo policzyć – trwa już od wielu lat. Sławomira Grabowego znałem wcześniej głównie z katalogów wystaw, i to z pierwszych ich stron, gdzie prezentowani są laureaci nagród i wyróżnień. Teraz miałem okazję poznać go osobiście, a ta świadomość napawała mnie ogromnym entuzjazmem. Głównie dlatego, że moje wyżej wspomniane graficzne spotkania mówiły mi wyraźnie, iż mam do czynienia z doskonałym grafikiem, artystą niepospolitego formatu, który wypracował swój oryginalny, niepowtarzalny i rozpoznawalny na całym świecie język artystycznej wypowiedzi. Wciąż go rozwija, modyfikuje, wprowadza na nowe terytoria twórczej aktywności i nieustannie, w obrębie obszaru własnych zainteresowań, szuka nowych rozwiązań. Przykładem może być używanie przez niego w ostatnim okresie noża jako rysunkowego narzędzia, a także podjęcie próby zadzierzgnięcia przyjaźni z grafiką cyfrową.

Zostałem poproszony o napisanie kilku słów o Przyjacielu. Robię to z wielką przyjemnością, ale jednocześnie odczuwam ogromne brzemię, bo przecież co mądrego można dodać do tego, co już zostało o nim napisane. W jaki sposób mówić o artyście, który wziął udział w około 300 wystawach, otrzymał 73 nagrody i wyróżnienia (dane sprzed kilku lat, dzisiaj ma ich zapewne siedemdziesiąt osiem, albo i sto), jest autorem kilkunastu wystaw indywidualnych, jego prace w swoich zbiorach posiadają zarówno osoby prywatne, jak i muzea na całym świecie. Jest malarzem, rysownikiem, grafikiem, zajmuje się poezją i pisze książki. Czy trzeba coś więcej dodawać? Gdybym miał szukać związków jego twórczości z tym, co się już w bezkresnym oceanie artystycznych zdarzeń wydarzyło, wybrałbym ukiyo-e, rodzaj XVIII wiecznego drzeworytu japońskiego, w którym artyści graficy i malarze zainteresowani codziennością, utrwalali obrazy przepływającego świata (ukiyo). Oczywiście to odniesienie nie jest bezpośrednie i dosłowne. Grabowy nie traktuje rzeczywistości wprost, nie tworzy werystycznych obrazów otaczającego świata; jest zaliczany do czołowych przedstawicieli abstrakcji geometrycznej. To, co łączy go z japońską sztuką okresu Edo leży nie w metodzie obrazowania, a w sposobie pojmowania i postrzegania świata. Sławek jest czułym i wnikliwym obserwatorem teraźniejszości. Obrazy bliskiego mu świata, podobnie jak jego ukochana rzeka Netta, przepływają nie tyle obok, co poprzez niego, znajdując swoje ujście w monochromatycznych, po mistrzowsku szrafowanych linorytach i nożem rysowanych rysunkach. Jak na gramofonowej płycie są w nich zapisane, kreska po kresce, wszystkie miejsca, sytuacje, doznania, zdarzenia, a przede wszystkim więzi z osobami, dzięki którym – jak sam mówi – jest tym, kim jest. Do rozszyfrowania tego zapisu potrzebny jest tylko inteligentny i wrażliwy odbiorca, który potrafiłby czytać, miał widzące oczy, otwarty umysł i serce. Linoryty Sławomira Grabowego są jak jego pisanie. Każdy, kto chce lepiej je poznać i zrozumieć, koniecznie musi przeczytać przynajmniej jedną z trzech jego książek. Kiedy mam ochotę na spotkanie ze Sławkiem, biorę do ręki Autoportret 60 i 35, albo któryś z Budzienników, otwieram na dowolnej stronie i już jest dobrze, już jestem w jego, a w pewnym sensie też w moim świecie.

Marek Basiul 2017